nr 10 (1015) 7 marca 2008 - Zakwestionowali wiarygodność "Elektrimu"
Zakwestionowali wiarygodność “Elektrimu”
W trakcie posiedzenia zespołu trójstronnego ds. branży górnictwa węgla brunatnego strona społeczna wniosła wiele krytycznych uwag do projektu Krajowego Planu Rozdziału Emisji CO2 na lata 2008-2012 oraz jego wpływu na elektroenergetykę funkcjonującą w oparciu o węgiel brunatny.
Związkowcy argumentowali, że zgodnie z założeniami projektu, energetyka musiałaby zmniejszyć ilość zamówień na węgiel brunatny, co dla kopalń oznaczałoby mniejsze przychody ze sprzedaży surowca, a zarazem mniejsze środki na inwestycje.
-To byłoby karygodne, tym bardziej, że kopalnie “Konin” i “Adamów” potrzebują znacznych funduszy na uruchomienie nowych odkrywek – mówi przewodniczący Sekcji Krajowej Górnictwa Węgla Brunatnego NSZZ “Solidarność” Zdzisław Boksa.
Wiele uwagi poświęcono również docelowemu modelowi funkcjonowania obu kopalń, którego związkowcy domagają się już od kilku lat. Przeciwstawiają się połączeniu tych zakładów z Zespołem Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin, gdyż kwestionują wiarygodność spółki “Elektrim”, będącej głównym inwestorem PAK.
Przykładami braku wiarygodności są niezrealizowane inwestycje, do których “Elektrim” zobowiązał się w umowie w podpisanej z ministrem Skarbu Państwa.
-Oświadczyliśmy, że nie akceptujemy “Elektrimu” jako inwestora strategicznego PAK i kopalń “Konin” i “Adamów”. Nie zgadzamy się również, by te zakłady zostały przejęte przez obcych przedsiębiorców – relacjonuje Zdzisław Boksa – Natomiast wstępnie zaakceptowaliśmy ich włączenie do holdingu energetycznego ENEA.
Beata Gajdziszewska
****
Tele-wizje górnictwa
Na ogół media dość rzetelnie informują, czego żądają lub o ,co zabiegają górnicze związki zawodowe. W gąszczu informacji rzadko jednak pojawiają się ich nazwy. Taka sytuacja psuje opinię najbardziej reprezentatywnym organizacjom pracowniczym.
Widz programów informacyjnych może odnieść wrażenie, że wszystkie poczynania związkowców, i te na rzecz pracowników, i te mające charakter bezproduktywnego awanturnictwa, to działania tej samej grupy ludzi. Dla sporej części mediów podział na związki reprezentatywne i nikomu nie służące - poza samymi działaczami - małe związki zawodowe, w zasadzie nie istnieje.
Wzorcowym tego przykładem był sposób relacjonowania strajku w ornontowickiej kopalni “Budryk”. Z kilku stacji telewizyjnych mogliśmy się dowiedzieć, że za chaotycznym protestem, w którym żądania strajkujących zmieniały się jak w kalejdoskopie, stoją bliżej nieokreśleni “związkowcy”. O tym, że większość pracowników kopalni, zrzeszonych głównie w dużych organizacjach związkowych, strajku nie popierała, mówiono rzadko. O tym, że akcję prowadzili liderzy średnich i małych związków zawodowych, reprezentujących ledwie kilkanaście procent załogi, wspominano jeszcze rzadziej.
****
Nielubiana grupa społeczna?
Półprawdziwe sprawozdania dziennikarskie o tematyce górniczej przyczyniają się do złego odbioru branży w społeczeństwie, które nie zamierza wspierać górników, kiedy ci domagają się przeciętnych na ogół (w porównaniu do innych grup) podwyżek płac, czy utrzymania obecnego prawa emerytalnego. Radykalne, a jednocześnie bardzo uproszczone opinie wypowiadają już nawet ludzie wykształceni, i to ze Śląska, którzy - opierając się na niepełnych relacjach medialnych - zaczynają mówić o górnikach per “nielubiana przeze mnie grupa społeczna”. Dlaczego? Chociażby dlatego, że - ich zdaniem - górnicy wcale nie pracują w cięższych warunkach niż inni, więc też powinni przechodzić na emeryturę w wieku 65 lat.
O warunkach pracy na dole mówi się niezwykle rzadko, głównie przy okazji Barbórki. Światełkiem w tunelu był fabularyzowany dokument na temat katastrofy w kopalni “Nowy Wirek”, który niedawno wyemitował TVN. Razi brak takich reportaży w utrzymywanej z abonamentu telewizji publicznej i fakt, że musi ją w tym wyręczać stacja prywatna.
****
Dezinformacja
Generalizowanie, a więc “wrzucanie wszystkich do jednego worka”, nigdy nie oddaje rzeczywistości. Górnictwo ma jednak tak małą siłę przebicia w mediach ogólnopolskich, że te spokojnie mogą iść na łatwiznę, czego efektem jest dezinformacja. W niejednej rozmowie prowadzonej przez ludzi spoza Śląska pojawiło się już zapewne stwierdzenie, iż winni zamieszaniu wokół “Budryka” są “znowu ci z »Solidarności«”. Wszak “S” to najbardziej znana marka związkowa w Polsce, a protest, zgodnie z tym, co słyszeliśmy w relacjach telewizyjnych, zainicjowali “związkowcy”. Tylko nikt nie przypomniał, że korzystne dla pracowników kopalni porozumienie, gwarantujące im 18,6% podwyżki w roku 2007 i 10% w roku 2008, wywalczyła właśnie “Solidarność”, zaś odrzucili je przywódcy mniejszych organizacji. Wskutek nieodpowiedzialnego strajku średni wzrost wynagrodzenia dla górników z “Budryka” za rok 2007 wyniósł 18,0%. Na ponury żart z pracy związkowej zakrawa fakt rejestracji współorganizującego protest Związku Zawodowego “Jedność Pracowników Budryka” dwa tygodnie przed strajkiem. Przypadek?
Podczas niedawnego zebrania Rady NSZZ “S” Kompanii Węglowej S.A. Mieczysław Jagiełło z Zakładu Górniczego “Piekary” proponował, aby górnicza “Solidarność” zrealizowała własną audycję o bieżących problemach branży. Wobec skali uogólnień odnośnie górnictwa na forum publicznym wydaje się jednak, że sprostowanie ich wszystkich wymagałoby raczej stworzenia osobnego kanału telewizyjnego.
Marek Jurkowski
Miesięcznik “Górnicza Solidarność”