nr 13 (862) 1 kwietnia 2005 - W 25-lecie "S" z cyklu "Historia SGiE" - cz. I: Zjednoczyli branżę
W 25-lecie "S" z cyklu "Historia SGiE" - cz. I
Zjednoczyli branżę
Beata Gajdziszewska
21 lutego 1981 r. w auli Politechniki Śląskiej w Katowicach odbyło się Walne Zebranie Delegatów, w trakcie którego powołano Krajową Komisję Górnictwa NSZZ Solidarność. W wyniku przepro- wadzonych wyborów jej przewodniczącym został Henryk Sienkiewicz. W trakcie zebrania dokonano prezentacji członków zarządu nowo powstałej struktury, którzy zgodnie z ordynacją wyborczą zostali wybrani do KKG NSZZ "S" na szczeblu zjednoczeń przemysłu węglowego oraz przedsiębiorstw o podobnym profilu wykonywanych prac. W tym kilkunastoosobowym gronie był Leszek Witelus, założyciel "S" w kopalni Czerwone Zagłębie w Sosnowcu.
Było ciężko, ale w końcu udało mi się zwerbować trzech pracowników kopalni, z którymi dokonałem rejestracji Związku - wspomina. - W ciągu trzech kolejnych dni do naszej organizacji przystąpiło ponad 6 tys. pracowników. Dyrektor, człowiek PZPR, był w szoku. Bardzo na nas nakrzyczał, ale w końcu wyznaczył pomieszczenie dla prowadzenia działalności związkowej. Wkrótce wszyscy działacze górniczej "S" ze Śląska i Zagłębia zaczęli organizować cykliczne spotkania, w trakcie których dojrzewała myśl o powołaniu w ramach Związku reprezentacji branżowej.
7 listopada 1980 r., podczas jednego z takich posiedzeń w kopalni Manifest Lipcowy powołano Komisję Górnictwa przy MKR "S" w Jastrzębiu Zdroju, która podjęła uchwałę o konieczności powołania KKG. Na kolejnym spotkaniu upoważniono grupę związkowców do przeprowadzenia rozmów z Sekretariatem Krajowej Komisji Porozumiewawczej w Gdańsku, w efekcie których KKP wyraziła zgodę, by KKG prowadziła rozmowy z Komisją Rządową.
Ówczesne władze, przytłoczone powstaniem ogromnego ruchu związkowego w kraju, za wszelką cenę starały się nie dopuścić do ukonstytuowania się KKG, ale mimo prowadzonych działań agenturalnych, zamysł związkowców uwieńczony został sukcesem. KKG została zarejestrowana na szczeblu krajowym Związku i rozpoczęła działalność zgodnie ze Statutem NSZZ "S".
- Górnictwo jest w Polsce jedną z podstawowych dziedzin gospodarki, dlatego z racji wagi zagadnień i liczby zatrudnianych ludzi, musi rozwiązywać swoje specyficzne problemy - uznali uczestnicy Zjazdu Wyborczego KKG. - Wszyscy chcemy pracować w warunkach bezpiecznych, przy dobrej organizacji pracy i poprawnych stosunkach międzyludzkich. Chcemy, ażeby nasza praca była pożyteczna, by dostarczała korzyści krajowi, żeby każda wydobyta tona górniczego urobku przynosiła dodatni efekt ekonomiczny, a nie wymagała dotacji państwowych.
Zebrani ustalili zakres obowiązków KKG, które sprowadzały się m.in. do utrzymywania stałych kontaktów z KKP, rozpatrywania i skutecznego załatwiania postulatów zgłaszanych przez załogi, podejmowania inicjatyw zmierzających do zapewnienia wszechstronnego rozwoju kopalń, poprawy świadczeń socjalnych dla pracowników, zwiększenia efektywności pracy i zapewnienia prawidłowych relacji ekonomicznych. Ponadto, zobowiązali się do inspirowania działalności zmierzającej do nowelizacji prawa i przepisów górniczych, rozwoju techniki górniczej i ochrony środowiska naturalnego przed ujemnymi skutkami eksploatacji węgla.
- Założyliśmy, że na czele KKG musi stać człowiek wykształcony, autorytatywny. Dlatego zdecydowaną przewagą głosów w wyborach na przewodniczącego wygrał Henryk Sienkiewicz, legitymujący się doktorskim tytułem naukowym - opowiada L. Witelus. - Miał za sobą długi staż pracy w biurach projektów i w Wyższym Urzędzie Górniczym. Wszyscy z bardzo dużym zaangażowaniem traktowaliśmy swoją działalność związkową. Bardzo często uczestniczyliśmy w posiedzeniach "krajówki" w Gdańsku.
Tymczasem rząd, chcąc rozbić solidarnościową jedność związkową, przeforsował projekt uchwały przyznającej górnikom liczne przywileje materialne. Strona związkowa była temu zdecydowanie przeciwna, uważając, że ten dokument będzie początkiem końca "S" i przyczyni się do podziałów wśród górniczej braci. L. Witelus przyznaje, że za sprawą tej uchwały wielu pracowników kopalń wycofało się ze związkowych szeregów. Uważa, że gdyby jej projekt nie został wprowadzony w życie, to w chwili wprowadzenia w Polsce stanu wojennego opór pracowników kopalń byłby znacznie większy.
- Po 13 grudnia 1981 r., wraz z wieloma działaczami "S", zostałem internowany pod zarzutem dewastacji gospodarki kraju - kontynuuje swoją opowieść L. Witelus. - Kiedy mnie zwolniono, wróciłem do pracy w kopalni i pod ziemią, w trakcie nocnych zmian, zacząłem organizować tajne spotkania, podczas których skutecznie namówiłem część załogi do utworzenia struktur podziemnych "S". Co drugi dzień otrzymywałem wezwanie do SB. W końcu wręczono mi wizę do USA w jedną stronę i zmuszono do wyjazdu. Wyjechałem w 1983 r. Przez cały czas pobytu na emigracji wraz z kolegami skazanymi na podobny los, wspierałem podziemną działalność "S" w kraju. Wróciłem na wieść o reaktywacji Związku. W Ojczyźnie było bardzo wiele do zrobienia, a ja chciałem podzielić się zdobytą w Stanach wiedzą, jak budować nową Polskę. (cdn