Menu główne


Sekcje zrzeszone w SGiE


nr 17 (1022) 25 kwietania 2008 - Odpowiedzą za tragedię w "Halembie"


Odpowiedzą za tragedię w „Halembie”
 
Na trzy miesiące trafił do aresztu Kazimierz D., były dyrektor KWK „Halemba” w Rudzie Śląskiej, któremu Prokuratura Okręgowa w Gliwicach postawiła zarzut spowodowania katastrofy w kopalni
21 listopada 2006 roku o godz. 16.30 w kopalni „Halemba” w Rudzie Śląskiej, na pokładzie 506 znajdującym się 1030 m pod ziemią, nastąpiła eksplozja metanu i pyłu węglowego. Zginęło 23 górników. 15. z nich zatrudnionych było w zewnętrznej firmie Mard, wykonującej usługi dla górnictwa. W „Halembie” pracowali przy wydobywaniu z nieczynnej już ściany sprzętu górniczego o wartości 70 mln zł.
Kazimierzowi D., prokuratura postawiła zarzut, że nie dopełnił obowiązków i sprowadził niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia górników oraz mienia kopalni. Wiedział o przekroczonych normach stężenia metanu w kopalni, tolerował też brak profilaktyki w zakresie zwalczania zagrożenia wybuchem pyłu węglowego i zdawał sobie sprawę z zagrożeń, jednak zlekceważył alarmujące dane i nie nakazał przerwania prac.Winą za katastrofę w „Halembie” gliwicka prokuratura obarczyła jeszcze ponad 20 osób, wśród których są pracownicy kopalni oraz firmy Mard.
 
Z Józefem Kowalczykiem, przewodniczącym „Solidarności” w KWK „Halemba” rozmawia Beata Gajdziszewska
 
-Jak górnicy z „Halemby” przyjęli informację o aresztowaniu byłego dyrektora kopalni?
 
-Z dużą ulgą. Ludzie poczuli się bardziej bezpieczni. Czekali na taką decyzję. Wreszcie prawo zaczęło obowiązywać wszystkich. Zarzuty za spowodowanie tragedii postawiono kierownictwu kopalni, a nie, jak do tej pory bywało, zatrudnionym na stanowiskach robotniczych lub pracownikom dozoru mniejszego. Jest to zarazem ostrzeżenie dla dyrektorów innych kopalń, którzy nie przestrzegają przepisów bezpieczeństwa pracy. Osoba kierująca ruchem kopalni winna mieć świadomość występujących w niej zagrożeń i musi ponosić konsekwencje swoich decyzji, od których zależy ludzkie życie. To aresztowanie powinno być zarazem czerwonym światłem dla dyrektorów kopalń. O tym, że dyrektor powinien zostać ukarany, mówią zarówno szeregowi górnicy, jak również pracownicy dozoru średniego i wyższego. Wszyscy wskazują, że jego powinnością było przede wszystkim zapewnienie górnikom bezpiecznej i godnej pracy, zadbanie o ich jutro na dole.
 
-Tuż po tragedii odpowiedzialnością za nią bezpodstawnie obarczono dwóch sztygarów, członków „S”? Jak Pana zdaniem należy tłumaczyć takie działanie?
 
-Ci ludzie zostali upokorzeni w nieprawdopodobny sposób. Aresztowano ich na ulicy, przy kamerach. Wtedy cała Polska dowiedziała się, że sztygarzy, członkowie „S”, odpowiadają za tragedię. Dlaczego nie zrobiono tyle szumu wokół aresztowania dyrektora? Teraz już zostali oczyszczeni z zarzutów i wystąpią o odszkodowania, ale trudno mówić o tym, co przeżyły ich rodziny i oni sami. W ich sprawie interweniowały ich żony, a także wdowy po górnikach, którzy zginęli w katastrofie. Musiało minąć półtorej roku, by osoby rzeczywiście winne stanęły przed odpowiedzialnością. Wszyscy dostali zbyt dużo czasu na wyprostowanie swoich spraw.
 
-Aresztowanie osób z najwyższego nadzoru nasuwa gorzkie refleksje, że dla zarządzających kopalniami dużo cenniejszy od ludzkiego życia jest wynik ekonomiczny?
-Założeniem każdego dyrektora jest fedrowanie większej ilości ton węgla niż jego poprzednik. Przykre, ale dla wielu priorytetem jest właśnie tona węgla. Nie myślą o bezpieczeństwie, tylko nieodpowiedzialnie narażają ludzi.. Wielokrotnie interweniowałem u dyrektora. Wskazywałem na zagrożenia metanowe w kopalni, a on moje uwagi zlekceważył.
 
- Proszę przypomnieć, jakie zagrożenia panowały w kopalni w dniu katastrofy?
-Najgorsze, jakie tylko mogą zdarzyć się w górnictwie. Na ścianie, na której zginęli górnicy, od pół roku nie było wydobycia. Ta ściana stała od czasu uratowania Zbyszka Nowaka. Przez pół roku nikt z nią nic nie zrobił. Ale tam były pieniądze w postaci pozostawionego żelastwa o wartości 70 mln zł . Z góry można było przewidzieć, że wejście w zagrożony metanem rejon, naraża życie tych ludzi. W katastrofie zginęli najlepsi specjaliści od wentylacji w KWK „Halemba”. którzy z pewnością zdawali sobie sprawę z istniejących w tym rejonie niebezpieczeństw. Przecież tam była IV kategoria zagrożenia metanowego. Ale oni musieli wykonać polecenia przełożonych... 
 
-Czy pracownicy firmy Mard mieli odpowiednie przygotowanie i kwalifikacje do pracy w tak niebezpiecznych warunkach?
-Ależ skąd! Niektórzy z nich mieli po 20 lat. W kopalni przepracowali zaledwie dwie lub trzy dniówki. Ludzie w tym wieku nie mogą mieć kwalifikacji do pracy w tak niebezpiecznych warunkach. Często ich szkolenia trwają tylko kilka dni. Nie mają odpowiedniego wyposażenia górniczego. Nie zdają sobie sprawy z zabójczej siły metanu oraz z przyczyn wybuchu. Przy wydobywaniu sprzętu ze ściany powinni pracować wyłącznie doświadczeni ratownicy.
 
-Dlaczego więc nie zlecono tego zadania ratownikom?
-Niewątpliwie chodziło o oszczędności kosztem ludzkiego bezpieczeństwa. Firmy zewnętrzne to tania siła robocza i konkurencja dla górników. Tą branżą wciąż rządzi ekonomia.
 
-Jeśli zarzuty postawione osobom winnym tragedii zostaną potwierdzone, to jakiej reakcji możemy spodziewać się wśród załogi?
-Nie chcemy wyrokować. Poczekamy na werdykt sądu.
 

Multimedia

Licznik odwiedzin: 224159
©  Wszelkie prawa zastrzeżone   SGiE 2011