nr 17 (866) 29 kwietnia 2005 - Didżej to osobowość
Didżej to osobowość
Beata Gajdziszewska
W "TS" na stronie SGiE informowaliśmy już, że w Zarządzie Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ Solidarność trwają szkolenia dla młodych ludzi w ramach związkowego programu "Czterdziestu Wspaniałych", współfinansowanego przez UE. W siedzibie "S" na zaproszenie DJ Ravela, prowadzącego zajęcia z kandydatami na prezenterów dyskotekowych, gościł DJ Max z Francji.
Urodził się na Wybrzeżu Kości Słoniowej, a w wieku 11 lat wyemigrował z rodzicami, zachowując podwójne obywatelstwo. Od czterech lat przebywa w naszym kraju i bardzo sprawnie posługuje się polskim językiem.
- Od 12 lat jestem zawodowym didżejem klubowym - opowiada. - Rodzice byli właścicielami sklepu fonograficznego i pewnie stąd wzięły się moje zainteresowania muzyczne, a przy okazji ujawnił się mój talent. Zupełnie przypadkiem trafiłem do dyskotekowego klubu, gdzie początkowo pracowałem jako pomocnik didżeja. Kiedyś zdarzyło się, że musiałem zastąpić kolegę i moje granie spodobało się właścicielowi lokalu, który otworzył mi drogę do wielu klubów. We Francji grałem przez prawie 7 lat.
Znajomość DJ Maxa z DJ Ravelem nawiązana została zupełnie przypadkowo. Poznali się w pociągu na trasie Częstochowa-Poznań. Obydwaj wracali z klubów, co zdradzały taszczone przez nich torby z płytami. Od tego czasu zagrali razem wiele imprez na terenie całej Polski.
Max przyznaje, że uczestniczenie w szkoleniu didżejów, to dla niego zupełnie nowe doświadczenie. Do tej pory zdarzało się, że przychodzili do niego młodzi ludzie i z zainteresowaniem wypytywali go o jego pracę, a on chętnie dzielił się swoją wiedzą. Natomiast Ravel zapytany, dlaczego do udziału w kursie zaprosił DJ Maxa, odpowiada, że to fachowiec z ogromnym doświadczeniem, grający w wielu klubach, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Wskazuje, że aby być profesjonalnym didżejem, należy łączyć "granie dla ludzi" z nienaganną techniką. Jego zdaniem, tylko wówczas powstaje jakość.
- Prowadzony przez Ravela kurs bardzo mi się spodobał - dzieli się swoimi wrażeniami DJ Max. - Chłopcy mają ogromną motywację i już całkiem dobrze sobie radzą, chociaż Ravel postawił im bardzo wysoko poprzeczkę. W moim odczuciu nadają się do tej pracy. Wielu z nich zdradza prawdziwe talenty, natomiast technika, to kwestia treningu. Jestem zadowolony, że mogę pomóc moim "młodszym braciom", którzy mają takie same marzenia, jak kiedyś ja.
- Cieszę się, że mogę wykształcić kilka młodych osób, które z pewnością będą miały szanse na rozbicie monopolu starszych didżejów - uzupełnia DJ Ravel. - Jeśli tylko uważnie rejestrują tę wiedzę, którą dzielimy się z nimi w trakcie trwania kursu, to jestem spokojny, że w przyszłości sobie poradzą. Pewne jest, że po zakończonym szkoleniu będą musieli w zdobyte umiejętności wkładać ogrom dalszej pracy.
Obydwaj didżeje opowiadają, że w odczuciu ludzi ich praca to prosta sprawa, polegająca na staniu za konsolą i prezentowaniu muzyki. Okazuje się, że nie jest łatwo wstrzelić się w gusty osób bawiących się w klubie. Jedni chcą słuchać techno, inni house, a jeszcze inni "czarną muzykę". Tylko od umiejętności zawodowych didżejów zależy, czy wszyscy będą usatysfakcjonowani.
- Didżej, to nie tylko sprzęt i grana przez niego muzyka. To przede wszystkim osobowość - podkreśla DJ Ravel. - Jeżeli ktoś jest jej pozbawiony i udaje wielką "gwiazdę", to z pewnością grozi mu bardzo bolesny upadek. Należy pamiętać, że od tego lepszego, zawsze jest ktoś lepszy.
Max kojarzy słowo solidarność "z trzymaniem się razem". O NSZZ "S" wie niewiele. Zdarzało mu się zobaczyć w telewizji migawki ze związkowych protestów.
- Jeżeli coś więcej dowiem się o "S", o pomocy, której udziela ludziom, to z pewnością będę chętny do wstąpienia do waszego Związku - deklaruje. - Kto wie, być może stworzymy strukturę branżową didżejów. Sądzę, że mój kolor skóry nie będzie miał znaczenia.
- Przecież górnicy wyjeżdżający po pracy na powierzchnię niewiele różnią się od Maxa - żartobliwie dodaje DJ Ravel.