Menu główne


Sekcje zrzeszone w SGiE


nr 19 (868) 13 maja 2005 - W 25-lecie "S" z cyklu "Historia SGiE" - cz. II: Nie zapomniałem o korzeniach


nr 19 (868) 13 maja 2005
W 25-lecie "S" z cyklu "Historia SGiE" - cz. II:
Nie zapomniałem o korzeniach
Beata Gajdziszewska


W sierpniu 1980 r. w KWK "Dębieńsko" w Czerwionce-Leszczyny górnicy rozpoczęli strajk. Komitet strajkowy na swojego doradcę powołał ówczesnego kierownika robót górniczych Henryka Śliwę. Z "Dębieńska" oddelegowano reprezentację do KWK "Manifest Lipcowy", gdzie właśnie górnicy negocjowali ze stroną rządową Porozumienia Jastrzębskie.

- Po podpisaniu tego dokumentu w naszej kopalni bardzo szybko zawiązał się NSZZ Solidarność - opowiada H. Śliwa. - Zostały przeprowadzone pierwsze wybory do Komisji Zakładowej, w wyniku których zostałem jej przewodniczącym. Od tej chwili zająłem się działalnością związkową.
Wkrótce przewodniczący "S" we wszystkich kopalniach uświadomili sobie, że aby Porozumienia Jastrzębskie były wprowadzane w życie, należy utworzyć górniczą strukturę związkową, która nadzorować będzie ich realizację. W efekcie, w 1981 r. przy akceptacji władz Związku, powołano Krajową Komisję Górnictwa NSZZ "S". W pracach jej prezydium brał udział H. Śliwa. Dziś przyznaje, że w tamtych czasach "S" była potężnym ruchem, który przejął na swoje barki rozwiązywanie problemów, związkowych, społecznych i politycznych. Natomiast KKG była pierwszą strukturą branżową, której uwaga skupiała się wokół spraw pracowniczych.
- Ale nie uciekaliśmy od ogólnopolskich problemów społecznych - zapewnia. - M.in. po prowokacji bydgoskiej, kiedy to dotkliwie pobito trzech członków "S", wszystkie kopalnie na Śląsku rozpoczęły spontaniczne strajki ostrzegawcze. A zatem, górnicza "S" nigdy nie oddalała się od ogólnopolskiego ruchu związkowego, jednak swoje branżowe problemy rozwiązywała poprzez KKG.

H. Śliwa wspomina, że w wyborach do KKG górnicza brać honorowała przede wszystkim członków "S" z wyższym wykształceniem górniczym, którym on również się legitymował. Prezydium KKG w swoich pracach położyło szczególny nacisk na bezwzględną realizację jednego z postulatów Porozumień Jastrzębskich, dotyczącego likwidacji tzw. czterobrygadówki, niezwykle ogłupiającego systemu pracy, wykluczającego życie rodzinne górników. Dużą wagę władze KKG przywiązywały również do wprowadzenia w przyszłości wolnych od pracy sobót, spraw socjalnych oraz do bezpieczeństwa zatrudnienia.
- Ówczesne władze z góry przyjęły założenie, że Związek należy rozbić, niemniej górnicza "S" była niezwykle mocna - mówi H. Śliwa. - W kopalniach 90 proc. załóg spontanicznie wstąpiło do Związku. Dlatego też, gdy wprowadzono stan wojenny, większość internowanych z naszego regionu to byli działacze "S" z zakładów górniczych. Wtedy okazało się, że dla rządzących stanowiliśmy duże zagrożenie. Z samej kopalni "Dębieńsko" internowano 11 związkowców. Natomiast tragedia w kopalni "Wujek", moim zdaniem, była świadomym wyrokiem za ogromną siłę zakładowej "S".

H. Śliwa przez rok był internowany. Przebywał m.in. w zakładach karnych w Jastrzębiu i w Strzelcach Opolskich, a następnie w więzieniu w bieszczadzkich Uhercach. Wyszedł na wolność dokładnie w pierwszą rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Powrócił do pracy w kopalni, gdzie zdegradowano go do funkcji sztygara zmianowego. Jednocześnie włączył się w działalność podziemnej "S". W jego mieszkaniu odbywały się tajne spotkania. Po reaktywacji Związku w 1989 r. szybko udało się odbudować strukturę "S" w kopalni "Dębieńsko". Załoga wciąż darzyła bardzo dużym zaufaniem internowanych w stanie wojennym działaczy. Odradzała się również KKG, której przewodniczącym został Andrzej Lipko, natomiast H. Śliwie powierzono funkcję wiceprzewodniczącego. Jego związkowa działalność, w demokratycznym już kraju, nie trwała jednak długo. W 1993 r. z sukcesem wystartował w konkursie na dyrektora kopalni "Dębieńsko". Tym samym wycofał się z szeregów "S", niemniej do dziś pozostaje wielkim sympatykiem Związku.

- Nigdy nie zapomniałem o swoich korzeniach, to jest dla mnie wielka wartość - zapewnia. - Gdy w późniejszych czasach zostałem wiceprezesem ds. restrukturyzacji w gliwickiej spółce węglowej, do moich obowiązków należała m.in. współpraca ze związkami zawodowymi. Swoją działalność w "S" postrzegam jako piękny okres w życiu. Gdyby miał się powtórzyć, nie zawahałbym się przeżyć go raz jeszcze.

Multimedia

Licznik odwiedzin: 224159
©  Wszelkie prawa zastrzeżone   SGiE 2011