nr 1 (902) 6 stycznia 2006 - Zarząd na taczkach?
Zarząd na taczkach?
Beata Gajdziszewska
Górnicza Solidarność skierowała do prokuratury dwa zawiadomienia o popełnieniu przestępstw przez kierownictwo KWK "Budryk" SA.
Pierwsze dotyczy utrudniania działalności związkowej przez prezesa kopalni. Chodzi o zakaz podejmowania akcji protestacyjnych mogących narazić zakład na straty finansowe, który na wniosek zarządu kopalni wydał Sąd Okręgowy w Katowicach. Drugie zawiadomienie dotyczy niegospodarności zarządu KWK "Budryk" oraz działań podejmowanych na szkodę spółki i jej pracowników. Związkowcy twierdzą, że kierownictwo kopalni zniszczyło ewidencję czasu pracy górników po to, by nie płacić im za nadgodziny.
- Wszystkim zatrudnionym wykasowano godziny zjazdów i wyjazdów z kilku lat wstecz - informuje przewodniczący zakładowej "S" Andrzej Powała. - Oszukano załogę, zmieniając ewidencję czasu pracy z godzinowej na literową. Systematycznie zaniżano dodatki za pracę w warunkach szkodliwych i niebezpiecznych. Tylko od stycznia do kwietnia 2005 r. nie wypłacono dodatków za pracę w niedziele 1002 pracownikom. W tej sprawie inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy podjęli czynności przewidziane prawem i skierowali zawiadomienie do prokuratury.
Oszczędzali na bezpieczeństwie
Strona związkowa oskarża również zarząd o nieprawidłowości w przeprowadzanych przetargach oraz wydatkowanie dziesiątków milionów złotych rzekomo na obudowy zmechanizowane, które w rezultacie zostały złożone ze starych części.
- Okazuje się, że w spółce Skarbu Państwa można zarobić na bezpieczeństwie załogi - mówi Powała. - Zakład wydał 60 mln zł na zakup sprzętu, który inne kopalnie złomowały. Proceder polegał na tym, że prywatna firma kupowała od likwidowanych kopalń stare obudowy zmechanizowane. Po remoncie sprzedawała je "Budrykowi" jako nowe, po kilkanaście milionów złotych za jeden kompleks. Nowa obudowa wyprodukowana przez uznanego na rynku górniczym producenta kosztuje ponad 25 mln zł. Można zatem uznać, że zarząd "Budryka" wykazał się wielką gospodarnością, kupując "nowy" sprzęt za połowę ceny.
NIK w Katowicach oceniła, że niezbyt jasne kryteria przetargowe sprzyjały zjawiskom korupcjogennym i poinformowała, że wspomniany proceder już zainteresował ABW oraz CBŚ. Na konferencji prasowej prezes kopalni potwierdził, że był przewodniczącym komisji przetargowej, zatwierdzającej kupno kontrowersyjnych obudów. Związkowcy zbulwersowani są tłumaczeniem zarządu, że zakład kupował tanie obudowy z braku pieniędzy, ponieważ "Budryk" w ciągu ostatnich czterech lat odprowadził do Skarbu Państwa prawie 96 mln zł zysku.
- Wystarczyłoby przeznaczyć tylko jedną czwartą tej sumy dla kopalni, a mielibyśmy nowe, bezpieczne obudowy - mówią rozgoryczeni. - Dla dyrekcji załoga nic nie znaczy. Zatrudnieni narażani są na pracę pod złomem, a zyski przesyłane są do Warszawy. Podejrzewamy, że w ten sposób zarząd chce załatwić sobie kolejną kadencję.
Odwołać zarząd
Na początku grudnia przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "S" KWK "Budryk" Andrzej Powała uczestniczył w spotkaniu z przebywającym wówczas na Śląsku ministrem gospodarki Piotrem Woźniakiem, któremu przekazał wyniki kontroli przeprowadzonych przez NIK i PiP. Podjęta przez górników w referendum strajkowym decyzja o podjęciu strajku generalnego na razie została wstrzymana ze względu na pożar w kopalni, który wybuchł w grudniu. Zdaniem związkowców, jedną z jego przyczyn mogło być niespełnienie standardów bhp związane z wykorzystaniem przez zakład wyremontowanych, starych obudów zmechanizowanych.
- Tego, co dzieje się w KWK "Budryk", nie ma w żadnej innej kopalni w Polsce - twierdzi przewodniczący Sekcji Krajowej Górnictwa Węgla Kamiennego Dominik Kolorz. - Łamanie przepisów prawa i arogancja zarządu kopalni przerosła wszelkie wyobrażenia. Nie będę zaskoczony, jeśli zdesperowana załoga pewnego dnia wywiezie przedstawicieli zarządu na taczkach. Górnicy z innych kopalń z pewnością w tym pomogą.
Zdaniem Kolorza, biorąc pod uwagę chore stosunki społeczne w kopalni i prowadzoną w zakładzie nieprawidłową działalność gospodarczą, zarząd KWK "Budryk" powinien zostać odwołany bądź przynajmniej zawieszony przez organ właścicielski. Jeśli tak się nie stanie, konflikt w kopalni wciąż będzie narastał.
A rada chwali
Tymczasem w grudniu rada nadzorcza KWK "Budryk", bez zapoznania się z wynikami kontroli NIK oraz PIP, pozytywnie oceniła działania prezesa, uznając, że służą one interesowi spółki.
Zażenowany sytuacją reprezentant załogi w radzie nadzorczej, Mirosław Dynak, skierował list otwarty do pracowników KWK "Budryk", w którym m.in.napisał:
"Na spotkaniach rady spotykałem się wręcz z atakiem, że zamiast bronić interesów spółki staję w obronie interesów załogi (...).
Oświadczyłem, że na zwolnienia najsłabszych ogniw, jakimi są pracownicy kopalni, mojej zgody nie ma i nigdy nie będzie (...). Kapitałem spółki są jej pracownicy, którzy mają niezbywalne prawo do godnego traktowania, poszanowania praw, godności, czci i godnej płacy za wykonywaną pracę.
Zaufaliście mi i tego zaufania nie zawiodę. Proszę o cierpliwość i spokój społeczny, prawda zwycięży, bo obroni się sama".