nr 24 (925) 16 czerwca 2006 - O prezydencki nadzór
O prezydencki nadzór
Beata Gajdziszewska
Związkowcy z Sekcji Krajowej Elektrowni i Elektrociepłowni NSZZ "Solidarność" z upoważnienia delegatów XVII Walnego Zjazdu zamierzają wystąpić do prezydenta RP z wnioskiem o objęcie sektora elektroenergetycznego specjalnym nadzorem. Uznali, że chaotyczne, niespójne i nieefektywne działania rządu prowadzone przy wdrażaniu "Programu dla energetyki" stwarzają zagrożenie dla funkcjonowania sektora.
- Po wielkiej burzy wokół tego rządowego dokumentu, który w założeniach nie miał być konsultowany z partnerami społecznymi, wciąż negatywnie oceniamy "Program...". Jednakże należy go realizować, a rząd nic nie robi w tym kierunku, ignorując terminy i obostrzone sankcjami dyrektywy UE - tłumaczy Eugeniusz Jaroszewski, ponownie wybrany przez delegatów WZD na przewodniczącego SKEiE. - A przecież do zobowiązań akcesyjnych, które Polska musi wypełnić, należą m.in. rozwiązania problemów kontraktów długoterminowych oraz wydzielenie operatora systemu przesyłowego.
Spotkania ze stroną rządową utwierdzają związkowców w przekonaniu, że niewielkie doświadczenie i arogancja osób odpowiedzialnych w rządzie za sektor oraz fatalny dobór doradców są powodem braku współpracy pomiędzy ministrem gospodarki a SKEiE.
Mając do wyboru zorganizowanie ogólnopolskiej manifestacji, bądź też sięgnięcie do prezydenckiego autorytetu, związkowcy zdecydowali się na to drugie rozwiązanie.
- Delegaci na WZD Sekcji uznają, że obecna sytuacja w sektorze jest krytyczna, a realizacja rządowego "Programu..." jest zagrożona - napisali w piśmie do prezydenta. - Uderza to w bezpieczeństwo państwa, negatywnie wpłynie na rozwój całej gospodarki i narusza interesy pracowników sektora. Bez szybkich decyzji zmieniających ten stan rzeczy, otwarty konflikt między rządem a naszą strukturą branżową jest nieuchronny.
Eugeniusz Jaroszewski przewiduje, że jeżeli nie zostaną uporządkowane problemy sektora, to nieuchronna będzie jego prywatyzacja.
- Mamy świadomość, że jeżeli ktoś podejmie decyzję o inwestowaniu w energetykę, to pod warunkiem, że zwrócą się zainwestowane pieniądze. Oznaczać to może wyłącznie wzrost cen dla odbiorców energii - przewiduje.
***
Z Józefem Czyczerskim, przewodniczącym Sekcji Krajowej Górnictwa Rud Miedzi NSZZ "Solidarność" rozmawia Beata Gajdziszewska
Sektor zagrożony pokusami
- Nie sposób rozmawiać o sytucji w górnictwie miedzi bez odniesień do polityki. Jest Pan z wyboru pracowniczego członkiem rady nadzorczej KGHM Polska Miedż S.A. i dzięki temu związkowcom "S" znane były zakusy polityków na tę spółkę...
- Rzeczywiście, KGHM, któremu podlega wydobycie miedzi w Polsce, mocno tkwi w polityce, ponieważ Skarb Państwa posiada w spółce większościowy pakiet udziałów. Jest to perła w koronie polskich przedsiębiorstw, którą politycy są bardzo zainteresowani. KGHM, to przedsiębiorstwo działające na rynkach światowych, a w związku z tym sytuacja spółki w Polsce zależy wyłącznie od giełdy londyńskiej i kursu złotego do dolara. W minionej kadencji sen z oczu spędzał nam SLD-owski zamiar całkowitej prywatyzacji spółki przez pakiet menadżerski. Przygotowano dokumentację w celu przekazania wybranym ludziom kontroli nad przedsiębiorstwem. Taka zorganizowana grupa skutecznie nadzorowałaby zarządzanie tym biznesem w Polsce. Wtedy też uruchomiliśmy bardzo skuteczną kampanię medialną i udało się obronić spółkę przed całkowitą prywatyzacją. Współpraca z firmami doradczymi, racjonalizacja i wynalazczość, program inwestycyjny, który miał stwarzać wrażenie, że coś się w przedsiębiorstwie dzieje, to wszystko kosztowało miliony złotych, a tymczasem nie zrobiono nic w zakresie przystosowania firmy do dekoniunktury. Ludzie związani z SLD popisali się jeszcze gorszymi wynikami, niż krytykowany przez nich układ AWS-owski.
- Czy wobec winnych nadużyć zostały wyciągnięte konsekwencje?
- Okazuje się, że tak naprawdę nikt nie chce z aparatu przymusu ukrócić tych działań. Często w czasie negocjacji z pracodawcą mamy problemy z uzyskaniem podwyżek dla pracowników w wys. 100 - 200 zł., a tymczasem jedna osoba potrafiła w ciągu 4 lat, wyprowadzić do prywatnej kieszeni ponad 10 mln zł, poprzez stworzenie określonego systemu prawnego.
- W tej sytuacji można się obawiać, że kolejni zarządzający KGHM mogą także mieć apetyt na stosowanie podobnych praktyk...
- To spółka przynosząca ogromne zyski i zawsze może wystąpić pokusa nielegalnego wyprowadzania środków poprzez różne mechanizmy. Tym bardziej, że ze strony rządzących nie zauważa się chęci rozliczenia poprzedniego okresu. Taki stan obserwują nowi ludzie w spółce i na pewno wzrasta ich apetyt na podobne praktyki. Istniejących układów nie da się rozwiązać na poziomie lokalnym. Dlatego nasza Sekcja wciąż domaga się spotkania z przedstawicielami ministerstwa sprawiedliwości w celu ustalenia działań, które doprowadziłyby do tego, że wszyscy kolejni zarządzający spółką będą się bali tworzyć korupcjogenne mechanizmy.
- Wobec wielu rażących nieprawidłowości w zarządzaniu sektorem, jak postrzega Pan jego przyszłość?
- Najistotniejsze jest, by wciąż utrzymywały się wysokie ceny miedzi na światowych rynkach. W tym czasie KGHM musi zająć się zaniedbaniami ostatnich lat, ponieważ nie inwestując w sektor podcinamy gałąź na której siedzimy.