nr 26 (927) 30 czerwca 2006 - Nie chcieli wojny
Nie chcieli wojny
Beata Gajdziszewska
Górnicy z Jastrzębskiej Spółki Węglowej otrzymają po 2 tys. zł z wypracowanego przez spółkę zysku, natomiast zatrudnieni w Kompanii Węglowej i Katowickim Holdingu Węglowym po 700 zł brutto.
Takie ustalenia zapadły 13 czerwca po kolejnych, żmudnych negocjacjach prowadzonych w Warszawie między przedstawicielami górniczych central związkowych a stroną rządową. W obliczu kryzysu rozmów niezbędna okazała się interwencja prezydenta RP, z którym poprzedniego dnia spotkali się związkowcy "S". Paweł Poncyliusz, sekretarz stanu odpowiedzialny za górnictwo w Ministerstwie Gospodarki został wezwany na konsultacje do Lecha Kaczyńskiego. Prezydent w sporze przyjął postawę mediatora. W końcu nerwowe negocjacje zakończone zostają podpisaniem porozumienia, a strona związkowa odwołała planowaną na 14 czerwca wielką manifestację górników w stolicy.
- Decyzja prezydenta o złagodzeniu sporu między rządem a górnikami była bardzo mądra. My nie chcieliśmy wojny - komentuje szef górniczej "Solidarności" Dominik Kolorz.
Rząd długo wzbraniał się przed wypłatą nagród z zysków. W przedstawianym stanowisku sugerował, że te środki powinny zostać przeznaczone na inwestycje. Natomiast związkowcy domagali się, zgodnie z literą prawa i ze zdrowym rozsądkiem, po 2,5 tys. zł dla górników z JSW i po 1 tys. zł z KW i KHW. W rezultacie obie strony zdecydowały się na kompromis. Warunkiem wypłaty nagród jest zgoda strony związkowej na odejście do końca br. z kopalń 1300 pracowników, w tym 270 związkowców, posiadających już uprawnienia emerytalne. Również do końca roku przedstawiciele górniczych central związkowych zobowiązali się przedstawić harmonogram prac nad ujednoliconym układem zbiorowym pracy w branży górniczej.
Tymczasem, w przededniu podpisania porozumienia, w najgorętszym okresie konfliktu, wiceminister Poncyliusz zdymisjonował z funkcji Maksymiliana Klanka i Leszka Jarno, prezesów KW S.A. i JSW S.A., którzy zdaniem związkowców są świetnymi menadżerami. Górnicza "S" w dalszym ciągu domaga się odwołania wiceministra, zarzucając mu nieznajomość branży górniczej i prawa oraz arogancję.
- W trakcie gorących rozmów w Warszawie poinformowałem premiera Marcinkiewicza o niestosownych zachowaniach, na które wiceminister pozwalał sobie w stosunku do związkowców "S" w trakcie negocjacji, jak i poza nimi - mówi Dominik Kolorz. - Osoba, która chce zarządzać górnictwem w stylu Feliksa Dzierżyńskiego z pewnością nie będzie długo kierować tym sektorem. Oby zapowiadane przez niego "rozbijanie układów", nie skończyło się tym, że zostaną stworzone nowe "układy".
Podobnie uważa Piotr Duda, przewodniczący Śląsko-Dąbrowskiej "S". Twierdzi, że Paweł Poncyliusz wyczerpał już swoje możliwości współpracy ze organizacjami związkowymi. Nie potrafi i nie chce nawiązać dialogu ze stroną związkową i wciąż dąży do konfliktów.
- Informowanie w środkach masowego przekazu "my się was nie boimy, przyjeżdżajcie" było prowokacją - uznaje Piotr Duda. - Czy w ten sposób toczy się normalny dialog społeczny? A może rząd prowokował górników, by w Warszawie doszło do nieszczęścia? My cały czas chcieliśmy rozmawiać, obojętnie gdzie. Jeśli rząd wybrałby się na mecz do Dortmundu i w przerwie chciał z nami negocjować, to i tam byśmy pojechali.
***
Protestowali energetycy
W połowie czerwca blisko 2,5 tys. związkowców z Sekcji Krajowej Energetyki NSZZ "Solidarność" protestowało przed Ministerstwem Gospodarki przeciwko wstrzymaniu przez rząd prac nad utworzeniem Wschodniej Grupy Energetycznej S.A. i Energetyki Podkarpackiej S.A. Manifestacja skierowana była również przeciw realizacji "Programu dla energetyki", który w konsekwencji doprowadzić może do likwidacji zakładów energetycznych. Zdaniem związkowców SKE, propozycje "Programu..." zmierzają do skonfliktowania środowiska energetyków, stawiając po przeciwnych stronach pracowników zakładów energetycznych (spółek dystrybucyjnych) i elektrowni (wytwarzania).
- "Program..." powinien być tak skonstruowany, aby godził środowiska energetyków i zyskał ich aprobatę w oparciu o wzajemne zrozumienie, porozumienie i poszanowanie interesów spółek dystrybucji i wytwarzania, a także interesów pracowniczych. Tylko taki dokument ma szanse realizacji - tłumaczy członek Rady
SGiE Dariusz Szewc.
W trakcie manifestacji związkowy zespół negocjacyjny prowadził rozmowy z przedstawicielami ministerstw Gospodarki i Skarbu Państwa. Ich jedynym rezultatem jest lakoniczne oświadczenie strony rządowej, że ""Program..." określa kierunki zmian w elektroenergetyce, nie przesądzając ostatecznie trybu ich realizacji i sposobu przeprowadzenia przekształceń organizacyjnych. Forma i sposób przekształceń mają zostać określone na podstawie przeprowadzonych w tym celu analiz".
Przedstawiciele rządu poinformowali również, że po ich dokonaniu zostanie zorganizowana konferencja, w której wspólnie z partnerami społecznymi oraz innymi podmiotami zaangażowanymi w proces przekształceń zostaną przedstawione i omówione planowane działania.
- Wciąż nie mamy dostępu do jakichkolwiek analiz ekonomiczno-społeczno-finansowych dotyczących polskich grup energetycznych - informowali związkowcy na kilka dni przed planowaną konferencją. - Nasuwa się wniosek, że strona rządowa nie jest przygotowana merytorycznie do rozmów.