nr 33 (882) 19 sierpnia 2005 - Najtrudniej wytłumaczyć pracownikom...
Najtrudniej wytłumaczyć pracownikom...
Beata Gajdziszewska
27 maja Zarząd Huty Cynku "Miasteczko Śląskie" SA złożył do Wydziału Gospodarczego Sądu Rejonowego w Gliwicach wniosek o ogłoszenie upadłości zakładu z równoczesnym rozpoczęciem postępowania układowego. W uzasadnieniu zarządzający hutą wskazali na znaczne pogorszenie jej sytuacji finansowej związane z obiektywnymi czynnikami makroekonomicznymi, takimi jak wzrost cen koksu i niekorzystna relacja złotego do dolara. W tej sytuacji koniecznym elementem restrukturyzacji stało się zawarcie układu z wierzycielami zakładu w celu redukcji części zobowiązań oraz rozłożenia ich spłat na raty. Zadłużenie zakładu sięga 65 mln złotych.
Wciąż straszona kolejnymi cięciami płacowymi załoga huty od kilku lat, kosztem wielu wyrzeczeń, cierpliwie znosiła wszelkie próby ratowania zakładu przez pracodawcę, który posunął się nawet do przedstawienia organizacjom związkowym funkcjonującym w zakładzie propozycji zawieszenia części obowiązującego Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. Zakładowa Solidarność uznała te działania za próby pozbawienia zatrudnionych wszystkich istotnych świadczeń pracowniczych oraz skrócenia okresów wypowiedzenia w przypadku zwolnień pracowników. W hucie w drastyczny sposób obniżono zatrudnienie. Zwolnienia grupowe, zdaniem strony związkowej, nie przyniosły żadnych wymiernych korzyści dla zakładu. Dwa lata temu w liście skierowanym do ministra skarbu państwa związkowcy zdecydowanie przeciwstawili się takim praktykom.
"Dalsze zmniejszanie zatrudnienia przy podwyższaniu planów produkcji, poza wzrostem bezrobocia, powoduje zubożenie hutniczych rodzin, zwiększenie zagrożeń chorobami zawodowymi i obniżenie bezpieczeństwa pracy - napisali. - Rezerwy i wyrzeczenia załogi zostały już wyczerpane, dlatego uważamy, że nasz wysiłek powinien zostać wsparty przez państwo - jako właściciela firmy".
Zatrudnieni od długiego czasu nie otrzymują podwyżek wynagrodzeń oraz premii. Długoletnim pracownikom odebrano znaczącą kwotę nagród jubileuszowych i odpraw emerytalnych z przeznaczeniem na drugą premię. Premię powiązano z wynikami ekonomicznymi huty, na które załoga miała niewielki wpływ, bowiem efekt finansowy w zasadniczy sposób zależy od skuteczności zarządzania firmą. Kilkuletnich wyrzeczeń pracowników zarząd nie zrekompensował nawet wówczas, gdy nastąpiła poprawa koniunktury na rynku cynku i ołowiu.
Zakładowa "S" wraz z pozostałymi związkami zawodowymi od dłuższego czasu zarzucały pracodawcy liczne nieprawidłowości w zarządzaniu. Wskazywały m.in. na brak długoterminowych umów na sprzedaż koksu, zaniżoną cenę sprzedaży kwasu oraz ograniczanie remontów w zakładzie. Związki, przy poparciu załogi, domagały się natychmiastowej zmiany zarządu. Działacze "S" zauważyli, że obciążanie załogi wszelkimi kosztami kryzysu, do którego się nie przyczyniła, nie może być wyjściem z sytuacji.
- Obniżanie kosztów i wydatków powinno odbywać się najpierw w sferze zarządzania, a nie w sferze świadczeń pracowniczych należnych za trudną i szkodliwą pracę w hucie - stwierdzili.
Zaproponowali pracodawcy, by zaczął poszukiwać oszczędności w ograniczaniu wydatków administracyjno-gospodarczych, w zmniejszeniu częstotliwości remontów nowo oddawanych obiektów. Uznali, że konieczne byłoby również poinformowanie organu założycielskiego huty o trudnościach finansowych, z jakimi boryka się zakład. Wciąż podkreślali, że płace stanowią zaledwie 5-7 proc. kosztów zakładu i dlatego pracodawca powinien poszukiwać oszczędności w pozostałych 93 proc. budżetu firmy. Zakładowa "S" sugerowała także, by zarząd podjął negocjacje w sprawie zmniejszania obciążeń podatkowych z różnych tytułów oraz podjął starania w bezpośrednich rozmowach z bankami, dotyczących w szczególności renegocjacji warunków spłat kredytów.
- W drugim kwartale 2004 r. znacznie wzrosła cena koksu, a my zużywamy tonę tego surowca na tyleż samo wyprodukowanego cynku - relacjonuje Jan Jelonek, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "S" Huty "Miasteczko Śląskie". - Podwyżka z 350 zł na ok. 1250 zł za tonę zachwiała całą gospodarką finansową huty. Wszelkimi sposobami staraliśmy się uchronić hutę przed upadłością. W Ministerstwie Skarbu Państwa bezskutecznie zabiegaliśmy o pomoc publiczną. W tej sytuacji złożenie przez zarząd wniosku o upadłość zakładu stało się już tylko kwestią czasu.
Związkowcy najbardziej obawiają się konsekwencji tego procesu, zarówno dla samej huty, jak i dla jej załogi. Z posiadanych przez nich informacji wynika, że różne grupy interesu czynią już próby wywierania na zarząd zakładu i Ministerstwo Skarbu nacisków w celu wydzierżawienia części produkcji huty.
Zarząd ponowił propozycję zawieszenia części układu zbiorowego. Strona związkowa spodziewa się również propozycji ograniczenia stanowisk pracy i wydzielenia spółek okołozakładowych. Zwłaszcza do tego ostatniego projektu związkowcy odnoszą się sceptycznie ze względu na brak wymiernych argumentów ekonomicznych.
- Nie powiemy "nie, bo nie", ponieważ zdajemy sobie sprawę, że w obecnej sytuacji w hucie muszą nastąpić pewne przeobrażenia - informują działacze "S". - Najtrudniej jest wytłumaczyć pracownikom, że pewne zmiany są nieuniknione. Z naszych obliczeń wynika, że załoga tylko w 2004 r. i 2005 w sumie zrezygnowała z wynagrodzeń w wysokości 8 mln złotych. W tej chwili najtrudniej wytłumaczyć pracownikom, że pewne zmiany są nieuniknione.