nr 33 (934) 18 sierpnia 2006 - Chcą uśpić "Silesię"?
Chcą uśpić "Silesię"?
Agnieszka Konieczny
Górnicy z kopalni "Silesia" w Czechowicach-Dziedzicach obawiają się, że zamieszanie związane z kombajnami to początek prób zlikwidowania kopalni.
- Na początku lipca dowiedzieliśmy się od dyrektora, że kombajny przodkowe zostaną wycofane z kopalni. To dla nas był sygnał, ze zakończone zostaną roboty przodkowe - mówi przewodniczący "Solidarności" w kopalni "Silesia" Dariusz Dudek. - A przecież obowiązują wciąż zapisy porozumienia z końca grudnia 2004 roku z aneksem z lipca 2005. Gwarantowało to nam, że będziemy mogli wydobyć co najmniej 37 milionów ton węgla. Oczywiście zasoby są większe. Jeden z punktów mówił, że na 2010 rok jest zaplanowane wydobycie blisko 660 tysięcy ton.
Jak mówi Dariusz Dudek, kopalnia od dawna jest solą w oku zarządzających górnictwem. Już w 2003 roku zamierzano ją zamknąć, wtedy jednak wielodniowy strajk pod ziemią i wsparcie innych załóg górniczych zapobiegły likwidacji. W 2005 roku zakład połączono z kopalnią "Brzeszcze". - Porozumienie gwarantowało, że będziemy pracować do wyczerpania złóż oraz że fedrowany będzie co najmniej jeden przodek i jedna ściana. Dodatkowo, mieliśmy od zarządu Kompanii Węglowej dostać dokumenty o możliwości rozpoczęcia fedrunku na pokładach 325 i 330. To dałoby oddech "Silesii" na kilka najbliższych lat - uważa Dariusz Dudek. Jak mówi, informacja o wycofaniu kombajnu była sygnałem, że tych ustaleń druga strona nie zamierza dotrzymać.
W kopalni rozpoczęła się akcja protestacyjna. Związkowcy z różnych organizacji wspólnie pilnowali wywiezionego na powierzchnię kombajnu. Oflagowany kombajn był cały czas blokowany przez 8-10 osób. Pod koniec lipca zarząd Kompanii Węglowej spotkał się z załogą. - Zażądaliśmy, aby skończono z łamaniem porozumienia. Na to usłyszeliśmy, że kopalnia ma być "uśpiona". Nie wyjaśniono, na czym to ma dokładnie polegać, przecież nikt wcześniej tego w Polsce nie robił. Do autorstwa tego pomysłu nikt nie chciał się przyznać, w końcu okazało się, że jest to pomysł dyrektora Maliny z kopalni "Silesia" - mówi Dariusz Dudek.
Efektem burzliwych rozmów było zapewnienie, że władze Kompanii i kopalni odniosą się do związkowych zarzutów dotyczących łamania porozumienia. O sprawie powiadomiona została Państwowa Inspekcja Pracy i związkowe centrale. Kombajn wrócił na dół.
To jednak nie koniec wątpliwości związanych z maszynami w "Silesii". - Dochodzą do nas sygnały, że stan techniczny urządzeń jest zły. Do zbadania tego powołano specjalną komisję. Ale to nic nie przyniosło, członkowie komisji nie chcieli w tej sprawie się w ogóle wypowiedzieć. Myślę, że nie chcieli zaszkodzić swoim kolegom - mówi Dariusz Dudek.
Jak mówi przewodniczący zakładowej "Solidarności" na dole pracuje jednak kombajn, który w ogóle nie powinien się tam znaleźć. - Jest niestarannie zmontowany z kilku kombajnów, pracuje zbyt głośno. Często ma postoje. Ostatnio spalił się w nim silnik. Obawiam się, że takie podejście do maszyn w "Silesii" ma służyć pokazaniu, że kopalnia jest przestarzała i nie powinna już fedrować. To nie są przypadki. Chcą nas uśpić, wyposażają w złom. Ale załoga na to nie pozwoli. To nie tylko górnicy, ale i żołnierze, którzy będą bronić kopalni.
W Silesii pracuje około 1100 osób. Do "Solidarności" należy połowa załogi.
***
Spór z rządem
Obradująca 27 lipca Rada Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ "S" podjęła uchwałę o wszczęciu sporu z Ministrem Gospodarki i Ministrem Skarbu. Wcześniej Sekretariat zwrócił się do Prezydium Komisji Krajowej o wydanie pełnomocnictwa na prowadzenie takiego sporu.
Do takiej decyzji doprowadziło nierealizowanie porozumień zawartych przez Ministra Gospodarki i Ministra Skarbu Państwa z sekcjami zrzeszonymi w SGiE. Związkowcy domagają się podjęcia rzetelnego dialogu społecznego.
Rada SGiE przyjęła również stanowisko, w którym stanowczo sprzeciwia się rządowym planom podporządkowania Prezesa Wyższego Urzędu Górniczego Ministrowi Ochrony Środowiska. Zdaniem związkowców powierzenie ministrowi odpowiedzialnemu za sprawy środowiska naturalnego nadzoru górniczego "pozostaje w wyraźnej sprzeczności z zakresem zadań tego ministra". -Skupienie kompetencji nad urzędami górniczymi w rękach jednego z ministrów sterującego funkcjonowaniem przemysłu, w aspekcie ochrony środowiska będzie miało negatywny wpływ na podejmowanie przez Prezesa WUG obiektywnych rozstrzygnięć dotyczących ruchu zakładów górniczych - argumentują.
Związkowcy podkreślają, że potrzeba funkcjonowania wyodrębnionej specjalistycznej administracji górniczej wynika z wielkości polskiego górnictwa - największego w Unii Europejskiej i jednego z największych w świecie w zakresie wydobycie węgla kamiennego, brunatnego i rud miedzi. - Powinna zostać przywrócona sytuacja sprzed 2002 r., gdzie cały WUG bezpośrednio podlegał Prezesowi Rady Ministrów - twierdzą przedstawiciele SGiE.