nr 44 (945) 3 listopada 2006 - Zbliżyć się do prawdy
Zbliżyć się do prawdy
W katowickim ośrodku TVP realizowany jest dokument o tragedii w kopalni "Wujek".
Z jego autorką Agnieszką Świdzińską rozmawia Beata Gajdziszewska
- Jakie wątki tragedii związanej z pacyfikacją KWK "Wujek" zamierzasz przedstawić w swoim dokumencie?
- Relacjonuję niemal wszystkie sądowe rozprawy. Ten temat jest dla mnie bardzo ważny. W ciągu tych kilkunastu lat nawiązałam bliskie kontakty z rodzinami ofiar tragedii. Mój film, o roboczym tytule "Tryptyk żałobny", będzie opowiadał o trzech kobietach, w różnych wieku, o różnych temperamentach i osobowościach, które w trakcie pacyfikacji straciły kogoś bliskiego. Te postaci są dla mnie ikonami: matki, żony i córki. Dla jednej z nich - Krystyny Gzik - żony zastrzelonego górnika- każda rozmowa o tych wydarzeniach jest bardzo trudna. Cierpienie wypisane na jej twarzy najmocniej opowiada o tragedii. Bohaterką filmu będzie również jej córka Agnieszka. Gdy zginął ojciec miała 12 lat. Była skazana na inwigilację i dorastanie w świadomości braku kogoś bardzo bliskiego. I wreszcie Janina Stawisińska, kobieta która straciła ukochanego syna. Pokój Janka w jej mieszkaniu wygląda tak, jakby te 25 lat wcale nie minęło. To dla niej sanktuarium. Pani Stawisińska od kilkunastu lat jeździ na rozprawy do Katowic z odległego Koszalina. I mój film rozpocznie się właśnie w pociągu - od jej podróży do sądu. Chcę także pokazać górników, którzy po użyciu przez milicję trujących gazów o nieznanym składzie, mają poważne zaburzenia psychiczne. To są te mniej znane konsekwencje masakry w kopalni "Wujek" Mimo, że są młodymi ludźmi nie odzyskali już sprawności do pracy i żyją z renty.
- Realizując film, z pewnością masz nadzieję na dotarcie do nowych, nieznanych dotąd faktów?
-Scenariusz opracowałam bardzo precyzyjnie, ale jak zawsze zostawiłam tzw. otwarte furtki. W trakcie realizacji często zdarzają się rzeczy nieoczekiwane. Zależy mi na dotarciu do filmu, który prawdopodobnie został nakręcony przez służby specjalne w trakcie pacyfikacji kopalni "Wujek". Jeżeli taki zapis, o którym od lat krążą legendy rzeczywiście powstał, jego wartość dokumentalno -historyczna jest wyjątkowa. Wierzę, że można dotrzeć do tego filmu, bo np. dopiero w latach 90. do prokuratury zgłosił się lekarz przechowujący kulę, która w tej chwili jest dowodem w sprawie. Po latach również okazało się, że ktoś poprzez nasłuch radiowy zarejestrował komunikaty, przekazywane w trakcie pacyfikacji. Trwają prace nad poprawą ich jakości dźwiękowej. Zamierzam je wykorzystać w moim dokumencie. Do "Solidarności" kopalni "Wujek" ciągle zgłaszają się ludzie z niepublikowanymi wcześniej fotografiami. Dlatego bardzo zależy mi, by skontaktowały się ze mną osoby posiadające jakiekolwiek informacje na temat nakręconego filmu. Są przypuszczenia, że mógł on być realizowany np. przez załogę śmigłowca, który krążył nad kopalnią.
- Realizowany dokument traktujesz w sposób niezwykle emocjonalny. Skąd takie osobiste zaangażowanie?
- Z tym tematem jestem związana przez całe moje życie zawodowe. Pracuję teraz po 12 godzin dziennie, wykonuję dziesiątki telefonów, rozmawiam z uczestnikami tamtych wydarzeń, z ludźmi z "S", ale także z byłymi milicjantami. Żeby lepiej przygotować się do realizacji filmu, na dwa miesiące wyłączyłam się niemal całkowicie z pracy prezenterskiej w telewizji. Tego dokumentu nie da się zrobić w kilkanaście dni. Ta historia musi mieć wymiar na jaki zasługuje. To się należy rodzinom poległych górników. Chcę też dotrzeć do oskarżonych zomowców, bo bardzo zależy mi, by w filmie pojawiły się ich argumenty i emocje. Oni niestety, od wielu lat stanowczo unikają wypowiadania się w tej sprawie.
- Jakie ich wyznania chciałabyś zarejestrować?
- Wiem, że to może mało realne, ale jednak możliwe, że któryś z nich ma wyrzuty sumienia, że uczestniczenie w zmowie milczenia jest dla nich złym wyborem. Oni się boją tego wyroku. Ale uważam, że powinni przynajmniej spróbować się otworzyć i zdobyć na szczerość.
- Czy puentę swojego filmu uzależniasz od ewentualnego, trzeciego już wyroku w rozprawie oskarżonych o pacyfikację KWK "Wujek"?
- Obie wiemy, że dziennikarz nie powinien komentować wyroków sądowych. Niemniej nie mam wątpliwości, że dwa poprzednie, ani trochę nie zbliżyły nas do prawdy. Zważywszy na treść ostatniej apelacji, otwarta zostaje kwestia, jaki wyrok zapadnie teraz. Zdaniem
niektórych adwokatów, ta sprawa niekoniecznie zakończy się uniewinnieniem. Prawnicy tłumaczą, że jest to proces poszlakowy, a dowody są niewystarczające. Wiele materiałów zostało zniszczonych lub po prostu zniknęło. W tej chwili udowodnienie, który z zomowców zadał śmiertelne strzały jest bardzo trudne, co przyznają nawet oskarżyciele posiłkowi. Ale też chyba nikt nie ma wątpliwości, że oni oddali strzały... I, że decyzja o skierowaniu plutonu specjalnego do kopalni "Wujek" była bardzo poważnym błędem. Mimo upływu czasu, wierzę, że można przynajmniej trochę zbliżyć się do prawdy. Oczywiste jest, że jakikolwiek wyrok zapadnie w trzecim procesie, jedna ze stron nie zgodzi się z werdyktem i złoży apelację. I koło się zamyka.
- Dziękuję za rozmowę
Osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje, bądź materiały związane z tragedią w kopalni "Wujek" w 1981 r. proszone są o kontakt z autorką realizowanego filmu:
tel. 032 259 55 12
agnieszka.swidzinska@kat.tvp.pl