nr 51-52 (952) 22-29 grudnia 2006 - Posłali ich na śmierć
Posłali ich na śmierć...
Beata Gajdziszewska
6 grudnia rodzina, przyjaciele oraz związkowcy "Solidarności", a wraz z nimi liczne poczty sztandarowe pożegnali Teodora Banducha, członka Związku, jedną z ofiar tragedii, do której doszło 21 listopada br. w KWK "Halemba" w Rudzie Śląskiej. W wyniku wybuchu pyłu węglowego i metanu w kopalni zginęło 23 górników, w tym 15 pracowników zewnętrznej firmy "Mard".
Tymczasem do ustalenia przyczyn tragedii, wciąż daleka droga. Tuż po wypadku Sekcja Krajowa Górnictwa Węgla Kamiennego NSZZ "Solidarność" w piśmie skierowanym do prezesa Wyższego Urzędu Górniczego Piotra Buchwalda wyraziła stanowczą dezaprobatę wobec powołania w skład komisji ekspertów, badającej przyczyny i okoliczności wypadku osób, które wcześniej podjęły decyzję o dopuszczeniu do prac w zagrożonym rejonie. Związkowcy zwrócili się o powołanie komisji w nowym składzie. W odpowiedzi prezes Buchwald poinformował, że WUG nie dysponuje wieloma ekspertami, natomiast jeśli do górniczej "S" będą docierać sygnały, że osoby wchodzące w skład komisji postępują nieuczciwie i nie są obiektywne w ocenie tego tragicznego zdarzenia, próbują zacierać ślady, to wówczas zostaną wykluczone z prac komisji.
- W komisji nie mogą zasiadać osoby, ponoszące bezpośrednią odpowiedzialność za spowodowanie tragedii - uważa przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ "S" w KWK "Halemba" Józef Kowalczyk. - Po kilka godzin dziennie przesłuchują sztygarów, metaniarzy, natomiast nie wzywają na przesłuchania przedstawicieli wyższego dozoru. Byłem wstrząśnięty, gdy jeden z profesorów komisji oświadczył, że wszyscy pracownicy firmy "Mard" byli przeszkoleni. Ta firma zarejestrowana była jako spółka wykonująca usługi z zakresu kafelkowania i malowania. Ludzie, którzy od czterech dni pracowali w kopalni, od razu weszli w jej najcięższy rejon. Przecież już wcześniej na poziomie 506 zginęło 19 górników. To bardzo smutne, że po tych zdarzeniach, nikt nie wyciągnął właściwych wniosków.
Szef górniczej "S" Dominik Kolorz przyznaje, że ten rejon w ogóle nie powinien być oddany do jakiejkolwiek eksploatacji. Wskazuje, że komisja dysponuje pomiarami stężenia metanu od 7 listopada, zgodnie z którymi nie było dnia, by poziom metanu osiągał dopuszczalne stężenie poniżej 2 procent.
- Ci, którzy posłali tam górników i pracowników firmy, działali wbrew jakimkolwiek zasadom - twierdzi D. Kolorz. - Oni tych ludzi posłali na śmierć. Nie jest to wyłącznie odpowiedzialność dyrektora kopalni, ale również zarządu Kompanii Węglowej oraz Ministerstwa Gospodarki. W górnictwie takie decyzje podejmowane są ustnie i odgórnie, bo tak działać jest najprościej. Później winnymi okazują się ci, którzy nie mogą już nic powiedzieć.
Prezes WUG już wystąpił do premiera z propozycją, by firmy zewnętrzne podejmowały pracę na dole w kopalniach dopiero po uzyskaniu certyfikatu WUG. Wówczas te spółki będą zakładami górniczymi, w których obowiązywać będą odpowiednie procedury kwalifikacyjne dla pracowników. Związkowcy górniczej "S" dodatkowo postulują, by firmy objęte zostały zakładowymi bądź ponadzakładowymi układami zbiorowymi pracy.
Tylko w kopalni "Halemba" pod ziemią pracuje 250 pracowników firm zewnętrznych. Liderzy górniczej "S" wskazują na proceder wyprowadzania przez nie pieniędzy z kopalń.
- Pewna firma wykonała roboty dołowe na rzecz kopalni za blisko 6 mln zł. 50 proc. zawartych z nią umów zostało aneksowanych poprzez zwiększanie wartości tych prac - mówi D. Kolorz. - Najbardziej kuriozalną sprawą jest fakt, że ta spółka wykonywała pod ziemią bardzo skomplikowane skrzyżowanie. Okazuje się, że całą dokumentację do tego przedsięwzięcia opracował kucharz, który złożył stosowne oświadczenie, że jest zatrudniony w zakładzie gastronomicznym i tym samym firma nie była zobowiązana do odprowadzania od jego dochodów pełnych podatków. To wynagrodzenie wynosiło blisko 10 tys. zł. Można podejrzewać, że kucharz otrzymał 1 tys. zł, a 9 tys. zł zasiliło inne kieszenie. W innej firmie zewnętrznej technologię likwidacji ściany w jednej z kopalń opracował kelner, zatrudniony w katowickiej restauracji.
O patologiach w górnictwie związkowcy "S" poinformowali prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, dostarczając mu jednocześnie stosowne materiały. Mają nadzieję, że jeszcze w tym roku z inicjatywy kancelarii prezydenta sprawą zajmie się prokuratura.
Zawnioskowali, by w rządowej komisji, która zajmie się zbadaniem stanu wszystkich kopalń w Polsce, zasiadali również przedstawiciele strony społecznej.
- Już skład tej komisji jest przerażający i niefachowy - stwierdzają. - Powołano ludzi nie mających pojęcia o górnictwie węgla kamiennego: eksperta od górnictwa naftowego, doktorów z instytutów rzeszowskiego i gdańskiego. Za wszelką cenę będziemy dążyć, by w rządowej komisji mieć swoich kompetentnych przedstawicieli, obok których zasiadać będą fachowcy z branży górniczej.
***
Związkowcy SKGWK podjęli decyzję o wsparciu materialnym w wys. 7 tys. zł dla rodziny Teodora Banducha